Konkurs

Każdego dnia, od 5 aż do 12 lutego włącznie, ogłaszać będziemy częściowe wyniki konkursu „Wydarzyło się nocą…”. Wszystkim ogłoszeniom towarzyszyć będą krótkie opinie naszych redaktorów na temat konkretnego utworu.
Jury przyznało punkty i wyliczyło ranking, a teraz kłóci się, które teksty opublikować w Silmarisie”. Dlaczego? Ponieważ zdarza się, że tekst, który dostał sporo punktów od jednej osoby, przez co zajął wyższe miejsce, może nie uzyskać zgody na publikację od większości członków redakcji, zaś opowiadanie, które uzbierało mniej punkcików, ale za to od kilku osób, dostanie taką zgodę bez problemu. Nie dotyczy to ścisłego podium – trzy najwyżej ocenione teksty zdobyły zdecydowaną przewagę nad resztą utworów, więc ich publikacja jest oczywista.
Do Autorów konkursowych opowiadań, które chcielibyśmy opublikować w „Silmarisie”, odezwiemy się w ciągu dwóch tygodni od premiery najbliższego numeru naszego magazynu.

 

Aktualizacja, 13 lutego 2017 r.

Ogłoszenie zwycięzców naszego konkursu znajdziecie w najnowszym numerze magazynu “Silmaris”,

do pobrania stąd: http://silmaris.pl/silmaris-12017/

 

Aktualizacja, 12 lutego 2017 r.

Miejsce 4:

Jarek Ciunik, „Jedlova”

• Całkiem sympatyczne to było.
• Nie będę ukrywał – Autor “kupił mnie” tematyką. Tym łatwiej Mu to poszło, że bez “obowiązkowych” spektakularyzmów w rodzaju przenikania jednego z drugim i te pe.
• Urokliwe to było.
• Zanim się wszyscy sobie przedstawią i nie przejdą do rzeczy (bo nie przechodzą), przelatują niemal dwie strony. Przy 10k objętości to wada nie do ominięcia. Flaki z olejem. A raczej dwa elementy nieintrygująco zestawione.
• Motyw znany, ale wykorzystany bardzo dobrze. Urzekający klimat, niezłe dialogi i do tego całkiem nieźle wykreowani bohaterowie. Niby prosta historia, ale otoczka, jaką nadał jej Autor – świetna.
• Jest klimat, spodobali mi się bohaterowie. Coś jest w tych rozmowach z ludźmi spotkanymi przypadkowo i tylko raz w życiu. W miarę oryginalna sceneria. Tylko w ortografii szezlonga się Autor pogubił.
• Opowiadanie ma niezły klimat, czyta się gładko, bohaterowie są sympatyczni, ale mnie nieco razi nierealność na styku dwóch obrazów. Nie chodzi mi o użyty rekwizyt, czy fantastycznych bohaterów, bo to zwykle kupuję bez patrzenia. Coś innego przeszkodziło mi w całkowitym zanurzeniu się w świat opowieści i uwierzeniu autorowi na słowo, że Dawid udał się w podróż. Jest w tym tekście jakaś dysproporcja między dość wiarygodnie opisaną rzeczywistością a nieco banalnie opisaną nierzeczywistością. Ja odczuwam to jako brak płynnego przejścia między nimi — czuje się, że jednak należą do dwóch różnych bajek. No i mam wrażenie, że mimo wszystko czuć, że tekst pierwotnie pisany był na inny konkurs.
• Tekst jest klimatyczny. Trudno mi powiedzieć, co mnie do niego ostatecznie przekonało.
• Po kilku tygodniach od lektury wciąż pamiętam ten tekst dość dokładnie; opowiadanie wwierciło się w głowę, a to naprawdę dobrze o nim świadczy.

 

Aktualizacja, 11 lutego 2017 r.

Miejsce 5 zajęły ex aequo dwa teksty:

Marzena Zawierska, „Legenda Suchego Strumienia”

• Nie wiem, o co w tym wszystkim chodziło. Bo to same obrazki, może i ładnie opisane, ale pozbawione głębszego sensu. Przynajmniej dla mnie.
• Opisy jeszcze w porządku, ale z wyjaśnieniami zdarzeń i postaci gorzej. Kim była ta kobieta na koniu? Kim ten ptak? Co łączyło narratorkę z dziewczyną?
• Chociaż dziwne to wszystko, od osoby narratorki, widzącej i słyszącej, co nieuchwytne dla innych, przez Lunaresa po zakończenie, nadmiernie “przebajkowione” mi się nie wydaje.
• Ładna opowieść ale przesadzona, a emo narratorka denerwująca.
• Piękny opis ciekawej sceny. Nie nudziłem się ani przez chwilę, wręcz przeciwnie.
• O kurczę, nie wiem. To było super, napisane fantastycznie. Pochłaniałam zdanie po zdaniu, zafascynowana. I co? Nic, cholera, nie rozumiem. Frapujące zawiązanie opowieści, ale nie mam pojęcia, co ma z nim wspólnego jej rozwiązanie. Ech…
• Jakie to fajne. Mała lokalna legenda, opowiastka, poprawnie napisana z niektórymi zdaniami czy akapitami zahaczającymi o baśniowość (i te zdania są w większości udane). Mnie się bardzo podobało i nie brakuje mi tu wyjaśnień. To legenda, więc po co? Lepiej “przebaśniować”. Troszkę dopieścić językowo, może dodać narratorce jakąś historię, która będzie znacząca wobec wydarzeń nad strumieniem, których była świadkiem.

 

Jagoda Hajzner, „Napad”

• Nawet udało mi się uśmiechnąć, gdy policjantka opierdzielała… mistrza.
• Nie porwało, nie rozbawiło. Jak dla mnie takie sobie ględzenie, nie wiem kto tu sobie z kogo jaja robił.
• Dobre! Współczesność w każdym szczególe i okazuje się, że nie były to zwidy nietrzeźwej pannicy… Spodobało mi się. Prawie bardzo, z powodu wyjścia poza schematy.
• Lepsze humoreski czytałem. Ale jest tutaj zamknięta historia. Warsztatowo poprawnie. Były lepsze momenty, ale też i bardziej nużące, gdzie nie wybrzmiał nawet głuchy śmiech.
• Gdyby to byłoby coś więcej, niż całkiem niezły dialog dwóch pań, to byłabym za. A tak jestem jednak troszkę rozczarowana. Ale czytało się gładko.
• Mimo, że język opowiadania można uznać tylko za “wystarczająco dobry”, tekst wygrał mnie swoim pomysłem. Wspomniany już styl pisania jest lekki, niezobowiązujący, miejscami błyskotliwy, a do tego pewna absurdalność i urok rozmowy o napadzie sprawiają, że to mocna pozycja wśród moich najlepszych. Na początku nieco ubodły mnie wulgaryzmy zaczynające tekst, ale gdyby mnie ktoś napadł, też bym rzucała mięsem.
• Motywy stare, ale pokazane z nietypowej perspektywy. Duży plus za humor, nawet komizm. Kolejny za zróżnicowanie języka postaci. Minusik za braki w oryginalności — wszystko to było, i świat nasz własny…
Warsztat bardzo dobry, wyłapałam tylko jakiś zaginiony w akcji przecinek i dwie literówki.
• O proszę, jakie fajne opowiadanie! Niby tematyka ograna, ale tu przedstawiona w oryginalny sposób. Dobrze rozegrane partie dialogowe – każda z bohaterek wypowiada się w odmienny, charakterystyczny dla niej sposób. No i jest humor. I pierwsze zdanie uderzająco urzekające.

 

Aktualizacja, 10 lutego 2017 r.

Miejsce 7:

Ewa Nowakowska, „Plungwa”

• Echo hasła, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. Interpretowane jako humoreska, mogłoby być pod warunkiem wywalenia ostatniego akapitu. Półotwarte zakończenie pozwoliłoby zachować niedookreślony charakter miniatury.
• Do przemyślenia. Mam nieodparte wrażenie, że Autorka robi sobie z czytelnika przysłowiowe jaja, ale czytało się nieźle.
• Wyróżnia się oryginalnością, humor i słowotwórstwo też niczego.
• Hmmm. Nietypowy tekst. Piękny język, nasuwający skojarzenia z Lemem, rozbuchane neologizmy, wykreowany świat. Problemik tylko jeden — nie zgadłam, co Poetka miała na myśli i co tam się dzieje.
• A mnie zachwycić mogło. Spodobało mi się słowotwórstwo (kojarzące się z Lemem), poziom spojrzenia nie od marnego bohatera, a samej “góry”. Jakby tekst był wolniejszy, objętość spuchłaby dwukrotnie, to byłby mój faworyt. Choć zostaje w głowie, to ze względu na stylistykę i intrygujące kosmonieba Lucyferii, a nie fabułę. Warto zachęcić autorkę do czegoś więcej. Bo chcę więcej.
• Opowiadanie przewrotne, pomysłowe, i świetne językowo. Bardzo oryginalny świat i mnogość neologizmów sprawiają, że w tekst trzeba się “wgryźć”, ale naprawdę warto.
• Dla mnie najoryginalniejszy tekst tego konkursu. Przede wszystkim pod względem językowym, ale słowotwórczy natłok w najmniejszym stopniu nie przeszkadzał mi w czytaniu. Szybko załapałam, co jest czym. Plus dla Autorki za przemawiające do wyobraźni opisy, apokaliptyczną atmosferę, nieoczywistość fabuły. Mały minus za zapis dialogów — nie zawsze poprawny.
• Doceniam słowotwórstwo, widzę potencjał zarówno każdego zdania, jak i całej koncepcji. Nic nie poradzę, że tekst po prostu mnie znudził i jest – moim zdaniem – wybitnym przykładem przerostu wyszukanej lecz męczącej formy nad treścią.

 

Miejsce 8:

Michał Żyłka, „To, co nieuchronne

• Fantastyka jest, lecz nie nachalna. Jest patriotyzm, ale nie hurra.
Poprawiać jest co, lecz nie przesadnie wiele.
• Bohaterowie ciekawi, ale za to fabuła zużyta straszliwie.
• Dobra, ja tego nie zrozumiałam. Przeczytałam finisz dwa razy i nie wiem, co tam się właściwie stało.
A poza tym – na początku przewróciłam oczami. Jako że ostatnio na patriotyzm jestem impregnowana jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, to to powstanie mnie zgasiło. Potem sobie pomyślałam, że przecież to w końcu nie wina powstańców. Potem stwierdziłam, że to będzie zapętlenie w koszmarze i nagle sceneria mi się wydała bardzo adekwatna, a patriotyzm został zastąpiony przez tragedię młodych ludzi. I mi się spodobało.
Ale finalnie nie wiem, co myślę, bo nie rozumiem.
• Kojarzy mi się jakoś z “Rozłąką” Priesta. Zabawy z czasem, alternatywą – historia, w dodatku powstańcza – to jest to, co lubię. Nieźle napisane. I wiecie co? Mną to może nie wstrząsnęło, ale poruszyło. Jak skończyłem czytać to przeszedł mi po plecach dreszczyk i powiedziałem na głos “o jejku”.
• Sam pomysł nie jest może oryginalny, ale osadzenie go w czasach powstania sprawia, że historia staje się naprawdę poruszająca. Plus za nieźle wykreowaną atmosferę beznadziei.

 

Aktualizacja, 9 lutego 2017 r.

Miejsce 9:

Małgorzata Lisińska, „Trzeba słuchać”

• Jak kto umie pisać, to umie i już. Historyjka, szczerze pisząc, banalna, lecz to się widzi po ostatniej kropce.
• Fabuła rzeczywiście bez fajerwerków, ale napisane bardzo dobrze.
• Przyjemny tekst. Ładnie stylizowana historia przepowiedni. Zamknięta całość, przesłanie. Jest wszystko, czego trzeba.
• Akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy (prolog i epilog odrobinkę wystają) i nie może dziać się w dzień.
Czyta się zainteresowaniem, główna bohaterka ma jakąś osobowość, czymś różni się od pozostałych mieszkańców osady.
Na plus bardzo ładne pokazanie erotyki i (malutka, bo malutka, ale zawsze) szczypta humoru. Na minus brak oryginalności — i wioska archetypowa, z obowiązkową chatą zielarki w pobliskim lesie, i postacie z klasycznego fantasy, i fabuła nienowa…
Warsztatowo nieźle, tylko jedna krasa pomylona z krasawicą, jakieś powtórzenie się zaplątało, jakiś przecinek zaginął.
• Plusem tego tekstu jest klimat. Powolne budowanie historii pozwala się w niego wczuć. Do tego dobrze napisana scena erotyczna. Wszystko razem nieźle rekompensuje mało oryginalną fabułę.
• Bardzo przyjemnie się czytało. Swojski, słowiański klimacik, postacie może stereotypowe, ale mnie to nie przeszkadzało. Nienachalny erotyzm, lekkie zaskoczenie w końcówce. Zgrabny, dobrze napisany tekst.
• Tekst mi się podobał. Ładnie napisany, zgrabnie korzysta ze schematów. Nie jestem fanką modnej obecnie słowiańszczyzny ale tutaj historia mnie przekonała. Plus za twist fabularny, zakończenie mnie zaskoczyło – choć w sumie jak o tym myślę, tytuł nieco zdradza. Do ewentualnej zmiany.
• Opowiadanie jest najlepszym przykładem na to, że mając odpowiedni warsztat, można sprzedać czytelnikowi najbardziej banalną opowieść, a czytelnik będzie się na dodatek z tego powodu cieszył. Zatem się cieszę.

 

Miejsce 10:

Joanna Czach, „Joie de vivre noire”

• Niby sporo fajnych elementów, ale jakoś nie uwiodły. Zbyt westernowo prosta ta całość wyszła. Możliwe, że zirytowało mnie ukrywanie przed czytelnikiem kluczowej informacji, chociaż narrator ją znał.
• Jest kryminał noir, gangsterskie porachunki i odrobina fantasy.
• Jasne, wielkie oczy, kolanko i facet gotowy na wszystko.
W jednym miejscu poprawka się kłania – klientka nie pasuje do ogrzewania. A do schładzania pasuje?
• Klimacik fajny, historyjka bardzo prosta, warsztatowo poprawnie, acz bez fajerwerków. Niezłe, i tyle.
• Nie lubię takich tekstów, jak generalnie nie lubię kryminałów noir w typie Chinatown. Nie lubię typu femme fatale, bo sugeruje, że faceci to idioci. A to jednak uproszczenie.
A to podobało mi się po prostu średnio. Też uważam, że wyszło zanadto westernowo.
• Mnie ujęło w opowiadaniu to, że tekst wykorzystuje w kreatywny sposób schemat znany z wielu kryminałów noir. Autorka nieco zmienia scenerię i postacie, ale nadal jest to ten sam, znany, lubiany (lub nie) motyw detektywa i femme fatale. Oczywiście, to co jedni przyjmą za twórcze wykorzystanie pewnej wyświechtanej kliszy, drudzy mogą uznać za posunięcie mało oryginalne, pójście na łatwiznę i niestety, wszyscy mogą mieć rację, gdyż granica między jednym a drugim tutaj jest naprawdę cienka. Według mnie nie została przekroczona – ale ja lubię kryminały. Mnie opowiadanie ujęło klimatem, mroczną atmosferą, intrygującym doborem aktorów, grających główne role. Co prawda zachodzę w głowę, po co tam elf, ale północnica i jej ofiary wydają się być jak najbardziej na miejscu.
• Nie jestem zagorzałą czytelniczką akurat kryminałów noir, ale umiem poznać dobre noir, gdy je widzę. A w połączeniu z fantasy, dobrym językiem i naprawdę dziwnym pomysłem jest to jeden z moich faworytów.
• Mroczny kryminał fantasy, dobrze napisany, wciągający. A że motywy ograne? Oby każdy autor tak wykorzystywał ograne motywy.

 

Aktualizacja, 8 lutego 2017 r.

Miejsce 11:

Marek Witkowski, „Zapowiedź dziennego światła”

• Nie należę do fanek krasnoludów, orków i całego tego tałatajstwa, ale ludzie to lubią, tekst ma urok starej legendy.

• Tekst ciekawy ze względu na nietuzinkowe spojrzenie na krasnoludy – mają swoje zwyczaje, sądy i prawa. A nie tylko piwo i złoto… Napisane nie najgorzej, ale trafiają się literówki i inne zgrzyty. Kilometry też mi przeszkadzały.

• Klasyczne krasnoludzkie fantasy. Trochę literówek.

• Topornie napisane i podejrzanie przypomina tekst z którejś z zeszłorocznych NF.

• Zapowiadało się okropnie, potem miałam nadzieję na lekkie przymrużenie oka. W końcu wyszło średnio. To znaczy – nieco drętwo, ale nie tak, żeby nie dało się przeczytać. Nie znoszę krasnoludów, staram się więc wziąć na to poprawkę.

• Tekst ma urok starej legendy, kroniki. Opowieść płynie bezboleśnie, nie przerywana żadnym dialogiem, ale jest na tyle ciekawa i dobrze spisana, że nie odstręcza jakoś specjalnie nawet czytelnika, który, jak ja, na samo wspomnienie krasnoluda czy orka porzuca czytanie. To na plus. Na minus – niestety nie zostaje w pamięci na dłużej.

• Jakiś czas po czytaniu zanika w pamięci fabuła, natomiast pozostaje uznanie dla bardzo dobrze napisanego tekstu. Warsztatowo jest świetnie, a i przypowieść o powiązaniu krasnoludów ze światłem ma mnóstwo czaru. Nie porywa bohaterami, ale i nie musi.

• Krasnoludzka legenda o przełamywaniu barier, nawet fajna, coś w sobie ma.

 

Miejsce 12:

Aleksandra Cebo, „Z nocą polarną pod rękę”

• Wyjaśnienie tajemnicy oryginalnością nie poraża, ale czytało się nieźle.

• Poprawne, ale fabuła taka sobie.

• Na plus treść i dwie główne osoby dramatu. Prawdą jest, że niemal od razu powstają konkretne przypuszczenia, kim okaże się przychodzący z pomocą, ale wszystko logicznie tłumaczy stan fizyczny i psychiczny ofiary ataku niedźwiedzia.

• Bardzo zimowe. Warsztatowo poprawnie, acz bez fajerwerków. Przyziemna fantastyka. Lubię tego typu teksty, choć akurat ten nie zapadnie mi na dłużej w pamięć, bo… jest banalny? za prosty? Zabrakło jakiegoś „kopa”.
No i nocleg w śnieżnej jamie, wbrew słowom bohatera z opowiadania, działa. To sposób stary i szeroki chyba na cały świat. Było u Hamsuna i w reportażu „Książka o Jakucji”, ale też i w źródłach historycznych zebranych w książce Śliwowskiej („Ucieczki z Sybiru”) [a może i u Simmonsa w Terrorze? Nie do końca pamiętam…]. Dlatego mi się trochę to gryzie, a jest istotne w tekście (dwa razy powtarza się informacja). Minus.

• Dobrze się czytało. Rzeczywiście, oryginalnością nie powala.

• Niby nic nowego pod słońcem – panna spotyka element fantastyczny. Oczywiście, nie wie, że to element i, oczywiście, my domyślamy się od razu. Mimo to czytało się przyjemnie, tekst punktuje mroźną, skandynawską egzotyką (ta sama historyjka, dziejąca się na naszym podwórku, wywołałaby u mnie raczej wzruszenie ramion). Postać Ainara intrygująca, ładne, plastyczne opisy. Na minus — brak jakiegokolwiek zaskoczenia, przewidywalność.

• Tekst na wysokim poziomie warsztatowym, podczas czytania aż się płynie. Nie porywa fabułą, natomiast trzeba przyznać, że opisy fantastyczne.

• Noc mocno zaakcentowana, to trzeba przyznać.
• Na plus oryginalna sceneria, dobre opisy. Słabiej z fabułą – nie dosyć że sama w sobie nienadzwyczajna, to jeszcze wszystko rozgrywa się właściwie poza świadomością głównej bohaterki, która pozostaje raczej biernym obserwatorem. Na ocenę mogło wpłynąć i to, że nie znam kluczowego słowa określającego fantastyczną postać.
Warsztat bardzo dobry, tylko momentami wyskakuje zaimkoza i dywizy zamiast myślników.

• Opowiadanie bardzo porządnie napisane i wciągające, choć nieco przewidywalne.

 Aktualizacja, 7 lutego 2017 r.

Miejsce 13:

Lech Baczyński, „Miesiąc przed końcem nocy”

• Pomysł, leżący u podstaw tekstu, pozwoliłby napisać grube tomiszcze. Ale koniecznie w lepszym wykonaniu…

• Dobry pomysł na wykorzystanie nocy. Fabuła interesująca, z wieloma zwrotami. Postacie nieco płaskie, ale przynajmniej zróżnicowane. Imponująca, jak na taką objętość, kreacja świata. Oryginalność problemów stojących przed bohaterami to główny walor opowiadania.
• Warsztat nie dorasta do pomysłu. Pełno literówek, interpunkcja kuleje, straszą dywizy zamiast myślników, powtórzenia, “tą” zamiast “tę”…

• Wykonanie średnie, a wyjaśnienia w formie wykładu bohatera zawsze mnie mierziły. W tak krótkim tekście już lepiej zostawić cień tajemnicy.

• Literówki są tak liczne, że utrudniają czytanie. Wygląda to bardzo źle.

• Największym plusem tego tekstu jest kreacja świata i pomysł, który mógłby z powodzeniem być wykorzystany w dłuższej fabule. Zabrakło jednak lepszej historii i dopracowania językowego – opowiadanie jest mało wciągające, postacie nie fascynują, w tekście jest sporo błędów. Należy się jednak plus za oryginalny pomysł.

• Tekst nieco się przydusił pod presją liczby znaków, ale koniec końców kreacja świata broni całość. Widziałabym ten świat w dłuższej formie, by dać szansę bohaterom zaistnieć.

• Koncepcja świata ciekawa. Wykonanie – nieciekawe. I jeszcze ten łopatologiczny monolog… Ech.

 

Miejsce 14:

Katarzyna Piekarz, „Zanim nadejdzie dzień”

• Nie było złe, ale jak dla mnie jednak naciągane…

• Coś w tym jest. Może byłoby więcej, gdyby nie limit.

• Tekst mógłby być lepszy – warto mu dać szansę na porządną redakcję. Ale pomysł jest ciekawy i wykonanie wystarczająco dobre. Aha, w tym przypadku wykorzystanie motywów emocjonalnych w końcowej części “polowania” zadziałało.

• Infodump na początku nie pozwolił mi wniknąć w historię głębiej. No i “magia”, za dużo niej, a za mało człowieka, bohatera. Nie zapałałem sympatią do “kurw, srań, spierdoleń, gówien” i im podobnych. Mimo dynamiki i płynnego czytania… nie przekonał mnie niczym ten tekst.

• Główny bohater ma jakąś przeszłość, nie jest zawieszony w próżni, ale pozostali raczej płascy. Świat bardzo podobny do naszego. W tekście pojawia się oryginalny gatunek, spoza standardowego uniwersum fantasy. Plus za odwołania do mitologii greckiej.
Warsztat jeszcze nie doskonały, ale całkiem przyzwoity. Sporadyczne drobne błędy, bardziej rozpowszechnione usterki interpunkcyjne.

• Spodziewałem się lekkiego, zabawnego tekstu aż do samego końca, a tu proszę, jakie zaskakujące, gorzkie zakończenie. Wulgaryzmy pasują do bohatera. Podoba mi się to opowiadanie.

 

Aktualizacja, 6 lutego 2017 r.

Miejsce 15 zajęły ex aequo trzy teksty:

Jakub Frankiewicz, „Pierwsze i ostatnie”

• Bałagan w dialogach, ale przeczytałam bez wyrywania sobie włosów z głowy.

• Podoba mi się wizja śmierci ze szpadlem zamiast z kosą. Jest w tym zadziwiająca logika. Prawdę mówiąc wywaliłabym wątek romantyczny, tak by kopanie czerwonego munduru od razu połączyć z odjazdem Śmierci i Szatana i ostatnią scenką.

• Nie jest to źle napisane, ale zmarnowana szansa na dobrą groteskę.

• Ten wątek romantyczny wiele psuje i bardzo przynudza. Za to szpadel zacny, spodobała mi się ta koncepcja.

• Plus za szpadel, za to, że dobrze się czytało, i za ostatnie zdanie. W tekście jest trochę niedociągnięć, cały koncept jest średnio oryginalny, ale całość nie wypada źle.

• Przeszkadzało mi w czytaniu “jąkanie się”. No i dialogi do nieciekawe

• Dziwne to było. Niby poważnie, na serio, a czasem dziwnie groteskowo. Sama więc nie wiem, jak to miało być. Zastąpienie “r” literą “y” też jest dziwne. Jak czytać takie “wykywawiać”?

• Mocny początek i dobre wykorzystanie znanych alegorii – Szatana i Śmierci. Zakończenie jest nieco przesadzone, ale z drugiej strony wycisza patetyczne tony, w które tekst mógłby wpaść. Dialogi niestety mogłyby być lepsze. Szkoda, że opowiadanie nie skręca nieco bardziej w stronę absurdu, co mogłoby dodać mu głębi i sprawić, że ogólny sens nie byłby rażąco banalny.

 

Sandra Kempa, „Wizyta”

• Całkiem nieźle napisane, ale… takie trochę o niczym, a zakończenie/podsumowanie jednak rozczarowujące.

• Początek głupawy, środek obiecujący (pomysł, by diabeł tak się zachowywał, dla mnie genialny) i beznadziejna, bezbarwna końcówka. A mogło być tak pięknie…

• Dobre zakończenie. Zwięzła, jędrna diagnoza. Tak rzadko pojawiają się odniesienia wprost do naszej rzeczywistości,  że jak już takie się znajdzie pośród tłoku wiedźm, południc i nocnic, zauważyć to trzeba i docenić.

• Zbyt mocne i zniechęcające. I złośliwe

• Bardzo ciekawy pomysł na diabła, to mnie ujęło. Do tego barwny język, żywe dialogi, szczypta humoru. Podobały mi się opisy. Na minus słabe zakończenie, przydałaby się mocniejsza puenta, a nie takie moralizowanie.

• Warsztat całkiem niezły, ale myślniki przy wypowiedziach wyglądałyby o wiele lepiej niż dywizy.

Bogusław Tyran, „Majster”

• Tekst nie jest zły, ale to nie jest zamknięta opowieść – finał jest zbyt otwarty, że się tak wyrażę, no i dzieje się w dwie noce, nie jedną.

• Sympatyczne. Odrobinę za słodkie (zakończenie warto zmienić i zastąpić czymś dłuższym).

• Całkiem całkiem, chociaż rzeczywiście zbyt cukierkowe. Natomiast zakończenie niestety psuje całość.

• Taka sympatyczna półbajka, a ja takie lubię, bo mnie relaksują i bawią…

• “Nigdy więcej tego szkockiego paskudztwa. Nie ma to jak czysta.” – dziś zgadzam się z tym w 100%.

• Miało to potencjał, ale nadmierny infantylizm go przytłoczył. 

 

Miejsce 18:

Beata Szewczyk, „Wychlapacz”

• To jest jeden z tych tekstów, które właściwie są materiałami na drabla. Mimo wszystko czytało się naprawę fajnie, chociaż Autorka trochę za długo przeciągała finał od momentu, w którym właściwie już wszystko było wiadome.

• Rewelacyjny pomysł na tytułową postać, potwór naprawdę wredny (jeśli nie straszny), nigdy się z czymś podobnym nie zetknęłam. Świat w opowiadaniu praktycznie nie istnieje, z fabułą niewiele lepiej. Odrobina humoru
Nad tekstem można było jeszcze trochę popracować. Zostały literówki, dywizy zamiast myślników, inne błędy w zapisie dialogów…

• Pomysł fajny, a straszydło wprowadzone zdanie po zdaniu, całkiem intrygująco. Mnie się podobało bardziej niż te wszystkie krasnoludki. Ale tak: do skrócenia o całą drugą połowę.

• Tekst zapowiadał się obiecująco – początek naprawdę wciąga. Pomysł na krótką fabułę jest brawurowy, szkoda jednak, że opowiadanie w miarę czytania robi się nieco przegadane. Zabrakło trochę naprawdę błyskotliwych dialogów, a sama końcówka psuje efekt. Mimo to duży plus za zaskakującą, tytułową postać.

• Wielki plus za oryginalność, mały minus za przegadanie. Niezły tekst.

 

 

Aktualizacja, 5 lutego 2017 r.

Miejsce 19:

Paweł Kaźmierczyk, „Noc, która stała się dniem”

• Z racji imion mocno przewidywalne. Ot, taki żarcik z naukowców. Wprawdzie słabo się to trzyma kupy, ale mam jakiś sentyment.

• Parodia Newtona dobra, bawi, tak samo bohaterowie, strażnik miejski jeszcze ujdzie, ale zakończenie nijakie.

• Tekst może średni językowo i wymagałby przeredagowania, ale literatura to nie tylko Steinbecki, Bukowskie czy inne Mickiewicze. Czytanie ma być przyjemne, sprawiać radość i bawić. Ja na przykład lubię lekkie, zabawne, niewymuszone teksty, które się po prostu „dobrze czyta”. A ten tekst jak najbardziej należy do „dobrze-się-czytających”.

• Sympatyczne to i zabawne, postacie jakby znajome, ale poprzez swą studenckość jakieś takie bliskie – przecież jeszcze niedawno się studiowało i kwestia przygotowań do kolokwium była tematem dnia. Fajny pomysł z wywoływaniem duchów – tu niby naukowcy, a proszę, szklana kula. Tylko, że po obiecującym początku, opowiadanie w miarę czytania zdaje się „tracić parę”: za dużo obiecuje na początku, by kończyć się w tak mało efektowny sposób.

 

Miejsce 20 zajęły ex aequo dwa teksty:

Ivan Naivny, „Ostatni komponent”

• W okolicach środka kłania się poprawka, treściowa, Autor wyraźnie się sypnął, ale to mały kłopot. Trochę szkoda, że ciut za szybko można się zorientować, kim jest Nienazwana
• Nie było złe, ale to samo można by krócej, bo i tak wiadomo, o co chodzi
• Niby ciekawe, ale zbyt długie i nużące. Autor przesadził z tymi Noblami, jakby nie mógł się zdecydować, czy to parodia, groteska, czy tekst serio.
• Dobrze się czytało, chociaż rzeczywiście – dało się krócej.

 

Anna Musiałowicz, „Chrobot”

• Klasyka, ale żadna to, moim zdaniem, wada. Brak „fajerwerków” też nie jest wadą, jest może nawet zaletą.
• Do mnie to kompletnie nie przemówiło – przewidywalna fabuła w stylu historyjek z dreszczykiem opowiadanych na kolonii, no może bez podkreślanego elementu alkoholowego.
• Historia raczej do pisma młodzieżowego, za to trzeba przyznać, że przyzwoicie napisana.
• Momentami przydługie opisy: potykania się, picia wina. Wszystko to do skrócenia, bo nie “pracuje na klimat” tej opowieści. Fabuła za prosta, dialogi służące do podstawienia czytelnikowi wszystkiego pod nos. Poza tym eleganckie wykonanie, choć trochę za wiele zaimków (może to wrażenie). Może gdyby nie narracja pierwszoosobowa, to czytałbym z większym zainteresowaniem?

 

 

Aktualizacja, 23 stycznia 2017 r.

Jury przeczytało wszystkie nadesłane prace. Do kolejnego etapu przeszło 26 opowiadań.

 

Aktualizacja, 1 stycznia 2017 r.

Na konkurs nadesłaliście 186 tekstów, co – przyznajemy szczerze – przerosło nasze najśmielsze prognozy. Dziękujemy!

Inna liczba wyłaniająca się z konkursowych statystyk, ta nieco mniej chlubna, to 21 – tyle prac musieliśmy odrzucić z powodu przekroczenia przez ich Autorów wyraźnie określonego w regulaminie limitu znaków. Rekordzista przekroczył ten limit ponad sześciokrotnie!

Warto dodać, że w ostatni dzień minionego roku wpłynęło aż 46 tekstów, a dzień wcześniej – 28 opowiadań.

Dostaliśmy 7 opowiadań od 6 bardzo młodych literatów*: 4 osoby z liceum, 2 teksty od gimnazjalistki i 1 z podstawówki. 3 maile z pięcioma pracami uczniów nadeszły od nauczycieli.

39 przyjętych tekstów nosi tytuł “Wydarzyło się nocą” (lub podobny, na przykład z dodatkiem “czyli […]”).
Ponieważ „Silmaris” ukazuje się raz na kwartał – trzynastego dnia odpowiedniego miesiąca – zostało nam niewiele czasu, zatem my wracamy do czytania nadesłanych prac, a Wy nie zapomnijcie, że rozstrzygnięcie konkursu już w najbliższym (czyli zimowym) numerze, który ukaże się oczywiście 13 lutego.

 

* Liczymy tu tylko te opowiadania, przy których w treści maila lub w bardzo widocznym miejscu tekstu podano wiek/ szkołę Autora. Młodych uczestników prawdopodobnie było więcej. Nauczycieli wysyłających teksty uczniów pewnie też, bo czasem nazwisko Autora nie zgadzało się z osobą podpisaną w mailu.

 

 

 

 

 

Archiwalna treść ogłoszenia oraz regulamin:

Uwaga, konkurs!

Mamy do rozdania dwa egzemplarze antologii „Na nocnej zmianie” (wyd. Fabryka Słów), zatem rzucamy Wam nocne wyzwanie. Tutaj mogą wykazać się wszyscy piszący lub chcący spróbować sił w krótszej formie. Szczegóły? W poniższym regulaminie.

Regulamin konkursu

  1. Organizator: Magazyn „Silmaris”.
  2. Temat opowiadania: Wydarzyło się nocą…
  3. Objętość tekstu: do 10 tysięcy znaków ze spacjami.
  4. Gatunek literacki: dowolny, jednak tekst musi zawierać element fantastyczny, niedający się usunąć „brzytwą Lema”; brane pod uwagę będą jedynie prace napisane w języku polskim.
  5. Termin przysyłania prac: do 31 grudnia 2016 r.
  6. Ogłoszenie wyników: 13 lutego 2017  r. — wraz z numerem zimowym „Silmarisa”.
  7. Termin publikacji zwycięskich prac: wiosenny — 13 maja 2017 r.
  8. Jury: redakcja magazynu „Silmaris”.
  9. Decyzja jury jest niepodważalna.
  10. Prace prosimy przysyłać na adres:konkurs@silmaris.pl
    Preferujemy teksty w formatach .doc oraz .rtf, czcionkę Times New Roman z interlinią 1,5.
  11. Nagrody: Autorom dwóch najlepszych prac wyślemy po egzemplarzu antologii „Na nocnej zmianie” (wyd. Fabryka Słów), a zwycięskie teksty zostaną opublikowane w wiosennym numerze magazynu „Silmaris”.
  12. Pozostałe, wyróżnione przez jury opowiadania, również mogą liczyć na miejsce w „Silmarisie”.
  13. Zastrzegamy, że jeśli prace osiągną poziom kopalni Morii, nie zdecydujemy się na ich publikację.

 

Ponieważ doceniamy naszych Autorów i chcemy, by ich teksty były jak najlepsze, dajemy sobie i Wam czas na ewentualne korekty, redakcję i stworzenie grafik do opowiadań; zatem… do piór! Do klawiatur! Do przeczytania.

Przeczytano łącznie razy:
2515
Przeczytano dzisiaj razy:
4